‚Skrzydła’ w Krakowie czyli trzeci raz to nałóg

Wkrótce obszerna relacja i tradycyjny już filmik wstawiony do hyde parku, a tymczasem link dla użytkowników facebooka oraz lokalizacja na pikasiaku.

Foto poniżej – Mario Piecha, „PuF-pUf Megazine”

relacja – jak zawsze – osobista

Nie można tak: od razu do Krakowa. Najpierw trzeba odwiedzić Nowy Targ. Ale nie można też tak: od razu do Nowego Targu, bo z Podlasia nigdzie nie ma „od razu”, no, chyba, że do Białowieży. Kołaczemy się, więc my Podlasianie przez całą Polskę, żeby kogoś spotkać lub coś zwiedzić. Pocieszające jest tylko to, że i do nas też mają daleko, choć to tylko Polska – nawet tysiąca mil po przekątnej nie ma. Odbiegam jednak od istoty, czyli przeprowadzki dzieł z pub-„Szuflady” w centrum N.Targu do Kawiarni Naukowej na krakowski Kazimierz. Spakowaliśmy obrazki mniejsze do środka, większe na dach, a  na rozstanie poryczeliśmy się z Cywilem (szefem pubu i działaczem „Fermentu” w jednej osobie) jak stare bobry, tak, że do tej pory nosem ciągam – a kilka dni już minęło. Miesiąc od ostatniego spotkania zleciał jak zimowe gacie w kwietniu i nawet nie zdążyliśmy się porządnie pożegnać, bo już trąbią wsiadanego i smok na Wawelu doczekać się mnie nie może i kręci się niecierpliwy jak na kacu po siarce. Szczęście, że stąd do Krakowa mamy już tylko odległość rzutu kierpcem i przed szesnastą Kazimierz wita nas labiryntem jednokierunkowych ścieżek ciasno wpasowanych w fasady kamienic. W jednej z nich znajduje się Kawiarnia Naukowa – tu zawisną moje „Skrzydła”.  Jest 2 kwietnia, sobota obfitująca w wysyp wycieczek z Izraela. Niestety ze mną nikt geszeftu nie zrobi, taki akurat rodzaj sztuki – niechodliwy. Wracamy do wnętrza ‚kafe-naukowej’. O, przepiękne ściany! W sam raz na moje bazgroły. Tu ciepły kamień lub pomarańczowo i gładko z białymi odpryskami, tam czarno i chropowato, albo struktura ze srebrem – czad! I już sprawna, zorganizowana ekipa momentalnie czepia się ścian – dzieła zawisły. Zjeżdżają się kapele (Dziecizbeczek i goście z Litwy – pozdrowienia), bo zaraz po otwarciu koncert. Wszystko gra, prawie wszystko, bo Terrorów niestety zabrakło. Za to zjawiła się małopolska wiara mitsumaniacza robiąc mi co nieco frekwencji na otwarciu i przede wszystkim przylepiając mi do gęby gigantycznego banana. Megagargantuiczną niespodziewajkę sprawił mi Mario (pUf-PuF megazine) przywożąc ze sobą kawał Śląska i parę kilo pozytywnych wibracji. W takim składzie wernisaż przeleciał z łopotem. Jednak prawie ośmiogodzinna droga w połączeniu z nadmiarem wrażeń odcisnęła się w nieposłusznym ciele i nie dotrwałem dalszych atrakcji. Z mocnym postanowieniem zwiedzenia Krakowa w dniu następnym złożyłem swoje gnaty gdzieś na Koszykarskiej, na którą niektórzy z Kazimierza jadą 10 minut, a inni potrzebują prawie godziny.

Migawki z wystawki i wycieczki w linkach u góry, a w ‚hyde parku’ tradycyjny już teledysk – trzeci odcinek serialu. Oczywiście za niezapomniany czas i całokształt dziękuję okrutnie całej załodze ‚naukowej’ oraz Łapie, który przygotował grunt i opracował logistykę. Komenty mile widziane – logujta się ludziska!