trzynastego marca w Bluesie

Spotkanie z autorem w bielskim pubie Blues zaliczone, wieczór udany.
„Podróż na Wschód” to tytuł piosenki Armii (’93) i tytuł filmu o zespole z okazji jego 25-lecia, którego premiera (filmu, nie zespołu) miała miejsce niecały rok temu.
Pełnometrażowy film skręcono w cztery dni (montaż trwał ok.miesiąca) i nie jest to ani zwyczajny dokument, ani typowy film muzyczny. Tomasz Budzyński jest
współreżyserem/scenarzystą, główne role odegrali byli i obecni członkowie Armii oraz panowie J.Borusiński, D.Basiński z Mumio. Filmu niestety nie ma w dystrybucji i można to dziełko obejrzeć jedynie na pokazach podczas spotkań z autorem. Obraz odebrałem wyjątkowo ciepło, może dlatego, że z powodu niskiego budżetu kręcony był aparatem a nie kamerą (hm, dla Anglika żadna to różnica:) a może przez związki scenariusza z literaturą („Maszynista Grot” ze zbioru „Demon Ruchu” Stefana Grabińskiego) lub przez działanie paletą obrazu, albo przez znaczenie zwykłych przedmiotów z przełomu lat 60/70, a może dlatego, że tak ma być i już. Uwielbiam zabawę szczegółami i to pewnie stało się tą słynną „nitką porozumienia” między reżyserem a odbiorcą – mną. Jak odkodować znaczenie plastikowych „żołnierzyków” Indian? O co chodziło w scenie na ławce? Dlaczego parę razy powtórzyła się stara radiowa czołówka „Kroniki Sportowej”? Buraki, kapusta, sól – to trudne nie było, ale w tej grze wynalazłem jeszcze więcej znaczeń niż sam autor. Np. przypisałem nieistniejące znaczenie karcie dżoker, która pełniła w filmie rolę biletu na pociąg do (Thule, Jerozolimy itd). Wymyśliłem sobie, że kartą jest nie nikt inny jak sam Tomasz B., który zaczynał swoją przygodę ze sceną od imidżu błazna (słynna czapka). Tym bardziej zastanawia fakt, że w końcu opowieści karta ląduje w piecu parowozu. Inny przykład żonglerki detalem, to wpleciona w historię stara czerwona puszka herbaty z obrazkiem dwupłatowca (wykorzystana także na okładce płyty „Droga”) – prawdopodobnie jej obecność jest po coś, ale po co dokładnie, tego nie udało mi się rozszyfrować. Jeśli ktoś lubi takie łamigłówki, zachęcam do rozwikłania tej i wielu innych. Możliwe, że nie ma tam żadnego kodu, ale zabawa jest niezła. Przez liczne wspomnienia oparte na krótkich epizodach i ulotnych obrazach, grę delikatnych świateł i ogólnie dość sentymentalny klimat, film wydaje się być kobiecy (to moja osobista opinia i tego akurat za wadę nie uważam). Nie jest też wadą to, że trudno jest określić gatunek filmu: muzyczny, fabularny, paradokumentalny? I to, że można mu nadać pewnie jeszcze kilka innych ‚epitetów’ i, że nie da się wpakować go do konkretnej szuflady, nie świadczy wcale o jego nijakości. Na pewno jest dowodem odwagi twórcy, podobnie jak (niepopularny w dzisiejszych czasach i w naszym kraju) swoisty hołd złożony kolejom i cześć oddana Armii przyjaciół.

fotka: Iwona Wesołowska